Montujemy drugi zbiornik

Montujemy drugi zbiornik

Wreszcie udało się zrobić to co przyszło mi do głowy zimą, czyli powiększenie pojemności zbiornika paliwa. Planowałem pierwotnie dwa baki od Lublina, ale okazały się zbyt duże, aby dało się je wszczepić bez dzikich przeróbek. Dlatego też pomysł został zmodyfikowany o dodanie drugiego zbiornika Żukowego, co sumarycznie da 110 litrów pojemności, a to powinno zaowocować tankowaniem co ponad 1000 km (jak nie będziemy się ścigać po autostradach;-)

Zatem we czwartek nadeszła wiekopomna chwila – komplecik gratów do montażu drugiego zbiornika paliwa wkroczył do akcji. Składa się on z:

  • zbiornika paliwa od Żuka 
  • wyciętego wlewu z innego Żuka
  • czterech elektrozaworów paliwowych
  • wielu metrów węża paliwowego gumowego
  • dwóch przekaźników
  • przełącznika

Najpierw dokonaliśmy szeregu przymiarek, sprawdzeń, kombinacji i wyknuliśmy jak to zrobić już fizycznie, żeby było dobrze;-) Pierwotna koncepcja obrócenia zbiornika o 180 stopni została skasowana, bo nie zmieści się on tak ładnie jak chcieliśmy, a bardzo istotne jest aby cała ta przeróbka wyglądała na fabryczne wykonanie. To ważne przy przekraczaniu granic poza Unią Europejską, abyśmy nie musieli płacić cła za paliwo w dodatkowym zbiorniku. Ponadto zbiornik MUSI mieć wlew „za” zbiornikiem. Jeśli nie wiecie dlaczego – wyobraźcie sobie hamowanie z pełnym bakiem;-) Dlatego też montaż obróconego zbiornika definitywnie odpadł.

Drugi zbiornik został założony w tą samą stronę jak stary, a tylko przespawaliśmy rurę wlewową aby obróciła się na drugą stronę. Drugi wlew znalazł się przy tylnym kole, a więc tak jak po stronie prawej. Przy takiej przeróbce niezbędne jest dokupienie gumowej, olejoodpornej rury o fi=50mm – trzeba bowiem przedłużyć wlew paliwa.
Fotka pokazuje pierwotną koncepcję, gdzie zbiornik jest obrócony.

Zamontowany wlew, jeszcze przed szpachlowaniem i szlifowaniem

Z kątownika 30x30mm powstała ramka zbiornika, identyczna z fabryczną. Do niej dospawaliśmy zastrzał z ceownika i blachę osłaniającą górę zbiornika przed błotem i wodą z kół. Całość została ustawiona na wybranym miejscu i przyspawana do ramy auta. Dla testów powiesiłem na tym swoje 85 kg – zero wrażenia;-)

Elektrozawory zostały przymocowane do podłogi od dołu, połączone nowymi wężami gumowymi do trójników, a następnie do pompy paliwa. Stare przewody paliwowe ze stali zostały całkowicie usunięte z auta. Dzięki temu skróciła się droga do pompy i zniknęło sporo możliwości zapowietrzania się układu paliwowego. Ponadto elektrozawory paliwowe przy okazji wyeliminowały problem cofania paliwa do zbiornika (pompa nie zawsze jest w pełni szczelna), co znacząco ułatwia rozruch.

Komplecik montażowy. Brakuje tylko trójników. 
Pozostało wykonać kawałek instalacji elektrycznej do magicznego pstryczka, który będzie jednym ruchem przełączał zbiorniki i czujniki poziomu paliwa, dzięki czemu wskaźnik na desce pokaże poziom w aktualnie opróżnianym zbiorniku.

Tankowanie będzie wykonywane w zależności od stacji i jej warunków, albo na dwa dystrybutory, albo przełożymy wąż pod autem, albo po zatankowaniu jednego zbiornika – obrócimy samochód. Jakby ktoś chciał sobie sprokurować taki tuning, to schemat podłączeń jest bardzo prosty. Potrzebne są dwa przekaźniki, cztery zawory, jeden wyłącznik i dwa trójniki.

Stary zbiornik traktujemy jako „prawy” a nowy jako „lewy”. Elektrozawory bez prądu są automatycznie zamknięte. Trzeba spowodować aby po przekręceniu kluczyka otwierały się te do prawego baku. Załatwia to przekaźnik który na zwartym (bez zasilania cewki) styku ma ten obwód zamknięty. Elektrozawory lewego zbiornika podłączamy do drugiego styku. Teraz dorabiamy pstryczek który będzie zasilał cewkę przekaźnika. Jak go przełączymy i prąd popłynie do cewki, to przekaźnik odłączy prawe zawory i załączy lewe. Analogicznie drugim przekaźnikiem załatwiamy w ten sam sposób sterowanie wskaźnikiem poziomu paliwa.

Wydech musiał zostać zmodyfikowany, bowiem drugi zbiornik zajął miejsce tłumika. Na szczęście w Żuku nie ma ABS, klimy i wielu innych rzeczy które zajmowały by miejsce pod autem. Wydech został więc poprowadzony prosto, od kolektora wydechowego, prawie do końca prawego baku i tam założyliśmy nowy tłumik. Problemem pewnym jest jeszcze przejście rury wydechowej przy resorze, bezkolizyjnie, aby nadal mogło jeździć drugie koło zapasowe w podłodze. Tymczasowo wydech kończy się przy moście – potestujemy i będziemy kombinować nad docelowym ustawieniem.


Pozostało jeszcze zatrzeć na gładko okolice nowego wlewu, nanieść podkład i polakierować na biało. Potem jeszcze kilka drobiazgów i maszyna będzie gotowa. Tymczasem już za niespełna dwa tygodnie Rajd w Górach Świętokrzyskich na który się szykujemy. Jakbyście chcieli – szczegóły tutaj;
http://www.camp4x4.swietokrzyskie.net.pl/imprezy-4×4/rajd-klasykow/ – zdecydowanie polecamy i zapraszamy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.