Ekwador – przygotowania. Cz. 1.

Ekwador – przygotowania. Cz. 1.

Tak czułem że to zbyt piękne aby było prawdziwe. Apartament za 1400 zł na 14 nocy mam na myśli. Sukces odtrąbiłem, w poczuciu zwycięstwa spałem jak młody bóg kilka nocy. I niestety Booking.com przysłał informację że właściciel oczywiście się pomylił, bo policzył nam 20 USD za noc, a powinno być 50 dolaritos. No i w ramach tego, że przeprasza, proponuje 35 USD. Najpierw się wkurzyłem, ale potem sprawdzam losowo inne terminy w tym obiekcie i faktycznie cena jest już wszędzie 50 dolców za noc. No dobra, niech pierwszy rzuci pterodaktylem ten co się nigdy nie walnął. Obiekt jest nowy, dopiero co wystawiony pod wynajem, można się było pomylić – rozumiem. Drugiego takiego fajnego nie znalazłem przy szybkim przeglądzie, więc trudno – trzeba się zgodzić. Na szczęście to Ekwador, a tam targowanie jest miłe widziane, zaproponowałem więc 30 dolarów. Stanęło finalnie na 33, da się przeżyć, na złotówki wyjdzie 2200 zł.

Flaga Ekwadoru @Allexxandar

W niedzielę za to intensywnie szukałem plecaków dla nas. Lecimy tylko z podręcznym (rejestrowany odpuszczamy) a do samolotu mamy tylko nasze walizki kabinowe, które w tej podróży będą zupełnie bez sensu. Sprawdzały się przy lataniu do Londynu, ale nie ma sensu turkotać kółeczkami po niezbyt równych trotuarach ekwadorskich. Potrzebne właśnie plecaki i to takie które będą wygodne. Tradycyjnie – najpierw ergonomia.

Chcieliśmy aby były lekkie, bo mamy tylko 12 kg na osobę licząc plecak łącznie z torbą dodatkową. Do tego miały być otwierany jak kabinówka, czyli nie ładowane od góry jak klasyczne plecaki, a otwierane jak walizka. No i na deser z wygodnym systemem nośnym, aby nie cierpieć podczas noszenia. Linia KLM pozwala na walizkę lub inny przedmiot o wymiarach 55x35x25 cm + niewielka torba w podręcznym i obie te rzeczy to w sumie 12 kg na osobę. Czyli razem mamy 24, ale trzeba odjąć wagę samych plecaków i toreb – powiedzmy 4 kg. Zostaje 20 i w tym musimy upchnąć elektronikę (zabieramy tylko GoPro Hero Max ze statywem, lekkiego lapka, tablet, nasze komórki, jedną ładowarkę bo akurat da radę zasilić to wszystko), oraz ubrania. Zastanawiamy się jak to spakować i powoli kształtuje się koncepcja – pakujemy w plecaki lekką odzież turystyczną, a na siebie ciężkie dżinsy, polary i to co waży więcej. Zastanawiamy się na odzieżą termoaktywną, ale nie planujemy szukać guza w górach, więc raczej potrzebna nie będzie. Wystarczyć powinny spodnie turystyczne, elastyczne i wygodne, kurtka puchowa (lekka i łatwo się kompresuje), kurtka przeciwdeszczowa, po kilka zestawów koszulka+gatki+skarpety z nowoczesnych i lekkich tkanin. Mamy tego trochę, zebrało się przez lata. Nie zabierzemy natomiast zupełnie kosmetyków. Wszystko kupimy na miejscu – bo w podróży potrzebna jest tylko szczoteczka i mała pasta do zębów na podróż. Reszta to zbędna masa. Na nogach jedne buty – bardzo wygodne.

Oczywiście w razie gdybyśmy (w co szczerze wątpię) wpadli w szał zakupowy i zaopatrzyli się w wielką kupę zbędnych „pamiątek” – zawsze możemy na miejscu kupić dużą torbę, zapakować to i nadać jako rejestrowany bagaż powrotny tylko. Albo (jeśli wyjdzie taniej) – nadać kurierem. Koszt rejestrowanego na powrót to w kilka stówek dla jednej osoby. Martwić się będziemy później.

No to wiedząc czego chcemy – szukamy plecaków. Nie, nie jeździmy po sklepach turystycznych i nie przymierzamy. Zaczynamy od sprawdzenia czy to co nas interesuje – istnieje;-) Przeglądamy YouTube, Google, zadając pytania o plecak kabinowy. I owszem, są takowe, ale wybór nie jest powalający – właściwie tylko niemiecki Deuter spełnia oczekiwania. Plecaki ich produkcji, przeznaczone jako kabinowe właśnie – są dokładnie tak otwierane jak chcemy, mieszczą się w wymiarach KLM, można łatwo ukryć system nośny i zamienić plecak w poręczną torbę. Mają jedną dużą komorę na wszystko i 4 kieszonki, oraz przestrzeń na laptopa. Co prawda brak im zintegrowanego przeciwdeszczowego kondoma w oczojebnym kolorze, ale to można dokupić. Cenowo – tanio nie jest. W sklepach jakieś 700 zł z hakiem za sztukę, ale z pomocą przychodzi Amazon – za oba w sumie dajemy 780 zł. Sylwia ma 36l, a ja 38l. Co ciekawe – dla Sylwii jest model damski, rzekomo dostosowany do kobiecej anatomii. No jak ostatnio oglądałem kobiecą anatomię to różnice były z przodu, a nie na plecach, ale może się nie znam. W każdym razie różnicy poza wyborem odcieni kolorystycznych nie widzę.

Plecaki nie mają kominów, bocznych kieszeni i innych poszerzających ich pojemność cudów. Musimy więc dokonywać stałego samoograniczenia przewożonego szpeju. Powinno wyjść nam to na zdrowie. Cały pobyt planujemy z noclegami w hostelach, których w Ekwadorze jest pełno i wiele z nich nawet nie są zaznaczone na Google Maps. Dlatego cuda typu namiot, karimaty, śpiwory, nie będą nam potrzebne. Może jedynie wrzucimy sobie w bagaż po hamaku, które są malutkie i zgrabne, a drzew tam nie braknie;-) Śpiwory można kupić na miejscu gdyby okazały się niezbędne z jakiegoś powodu. Zresztą – zobaczymy co będzie i będziemy tradycyjnie improwizować.

Na dzisiaj to tyle. Flaga jak poprzednio z freepik.com, autor ten sam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.