Nasza Wenecja (po raz piąty)

Nasza Wenecja (po raz piąty)

Nie chwalimy się tym jakoś mocno, ale kochamy Wenecję. Jest to jedyne chyba miejsce na ziemi gdzie lubimy wracać i ciągle nam mało. Zazwyczaj staramy się szukać nowych miejsc, a w tym jednym przypadku nieco naginamy zasadę nowości, z tym że nie do końca, bo nowości szukamy w samej Wenecji;-) Wenecja jest wyjątkowym miejscem, niepodobnym do innych w żaden sposób. Miastem które nigdy nie przeszło burzliwej wojny, nie miało murów obronnych, nie zostało złupione, spalone (pożary były, ale wody do gaszenia mieli pod dostatkiem), itd. Jest autentyczne tak bardzo jak to tylko możliwe. Cegła w murze jest w nim od dnia w którym ją włożono i mogło to być nawet 1000 lat temu. Za to właśnie Wenecję uwielbiamy (pewnie nie tylko my).

Na blogu tutaj znajdziecie nasze dwa stare wpisy o Wenecji – z pierwszej i drugiej wizyty (obie Żukiem;-). To wtedy właśnie przepadliśmy na zawsze. W tym roku byliśmy tutaj już po raz piąty, ale dla porządku powiem że trzeci i czwarty zaliczyliśmy tuż przed i tuż po pandemii w jej najostrzejszym wydaniu. Za każdym razem spaliśmy na campingu Rialto – wynajmując domek holenderski dla pięciu osób. Ten camping to doskonały wybór dla kamperowiczów i miłośników namiotów, oraz tych którzy wolą wydać mniej na spanie. Domek holenderski to zdaje się ok. 100 Euro za dobę, wchodzi doń 5 osób, jest klima i ogrzewanie, oraz kuchnia, a na przeciwko campingu – Lidl. Na samym campingu są też udogodnienia rozmaite, od pralek poczynając, poprzez mini pizzerię, na basenie całkiem sporym kończąc. Przy samym campingu znajdują się przystanki autobusowe z których bez problemu dotrzemy na wyspę.

Nasz film z tegorocznego wyjazdu. Najlepiej oglądać na komputerze, lub komórce, albo w goglach VR. Sami sobie obracacie widok i widzicie co chcecie;-)

Nasz wyjazd tegoroczny był jednak inny – jeszcze w październiku 2021 roku zarezerwowaliśmy osiemdziesięciometrowy apartament z dwiema sypialniami – na głównej wyspie w Wenecji. Nieco na uboczu, odsunięty od głównych szlaków turystycznych – przy Via Giuseppe Garibaldi. Cenowo całkiem przyzwoicie – trzy noce dla czterech osób kosztowały ok. 450 euro. Dojazd jednym autem, mimo drogiego aktualnie diesla – w obie strony wyszło ok. 1200 zł (do tego winieta Czechy i Austria na 10 dni – w sumie 20 Euro i autostrada włoska – 30 euro). Dalsze koszty takiej imprezy będą niżej.

Dla ewentualnych naśladowców podam gotową recepturę – jak to ogarnąć aby optymalnie zrealizować swoje cele – czyli pobyt w Wenecji. Bo przyznać muszę że dopiero spanie na wyspie daje pełnię odczucia tego jak to miasto funkcjonuje. Przyjeżdżając autobusem po południu – to nie to samo. Nie widać poranka, albo późnego wieczora. A warto poczuć całość i na własne oczy zobaczyć. Wszystkie nasze wcześniejsze pobyty były właśnie takie niepełne. Teraz poczuliśmy miasto w 100%.

No to po kolei – jak znaleźć niedrogie lokum?

Używając booking.com – bo najprościej (ale jak ktoś lubi Couchsurfing, albo airbnb – proszę bardzo). Zacząć trzeba od tego że najlepsze oferty są albo na rok przed wizytą, albo na ostatnią chwilę bo ktoś zrezygnował. Na te drugie nie lubię liczyć, staram się planować z wyprzedzeniem. Dlatego też jeśli np. chcecie skoczyć do Wenecji w przyszłoroczną majówkę – to teraz jest idealny moment na planowanie. Pierwszy maja 2023 roku wypada w poniedziałek, a trzeci we środę – więc dla etatowców potrzeba jeden dzień urlopu. Wchodzimy na booking, wybieramy zakres dat, wpisujemy Wenecja, podajemy ilość osób w stadzie i szukaj. Wyskoczą jakieś tam wyniki. Nie przejmujemy się cenami po kilkanaście tysięcy złotych. Klikamy w dowolną ofertę a w niej szukamy opcji – Pokaż na mapie. I tutaj dopiero robimy maksymalne przybliżenie i szukamy pinezek z cenami. Jeśli jakaś cena wydaje się do zaakceptowania – otwieramy w nowym oknie i sprawdzamy czy nam pasuje. Polecam robić to raczej na komputerze niż telefonie, ale samą rezerwację lepiej z telefonu lub tabletu – nieraz cena jest niższa za użycie urządzenia mobilnego. Większość przeważająca rezerwacji jest możliwa bez płacenia nawet grosza, z opcją odwołania na tydzień przed faktycznym przyjazdem bez opłat. Potrzebna jest tylko karta kredytowa. Ja wiem, nie każdy ma, nie każdy może, nie każdy chce. Dlatego trzeba sobie zrobić kartę przedpłaconą – Revolut albo Zen.com (osobiście wolę zen). Podpinamy kartę do konta na booking i po sprawie. Warto sobie w kalendarzu dodać informację z przypominajką o tym kiedy mija termin bezpłatnej rezygnacji – żeby się nie zdziwić później!

Spanie jest, to teraz trzeba dojechać

Przyznam że nie wiem jak to zrobić inaczej niż autem. Jestem dzieckiem motoryzacji, bez silnika nie ma emocji. Zapewne jeżdżą pociągi i latają samoloty, ale ja wiem jak to zrobić autem. Natomiast dla miłośników latania i sunięcia po szynach – lotnisko w Wenecji (Aeroporto Marco Polo) jest, dworzec również. Przy czym z lotniska dojazd zajmie z pół godziny, a dworzec jest wprost na głównej wyspie i zwie się Stazione di Venezia – Santa Lucia. Wracając zaś do motoryzacji – potrzebny jest wóz który należy do nas, nie żre paliwa jak głupi i wygodnie się nim mknie. Z centrum Polski do Wenecji jedzie się ok. czternaście godzin. Mowa o jeździe niespiesznej z przystankami na tankowanie i opróżnianie zbiorników biologicznych. Trzeba kupić winietę czeską i austriacką. Kupujemy na stronach rządowych, nie korzystamy z pośredników – dla Czech to strona E-Dalnice a dla Austrii – ASFINAG. Obie strony są dostępne po polsku. Aby dokonać zakupu potrzebna karta – jak już mamy kartę z punktu wyżej to ona się idealnie do tego nadaje. W przypadku zakupu winiety austriackiej, jeśli robicie to na ostatnią chwilę – trzeba zaznaczyć że jest się przedsiębiorcą (nawet jeśli nie) i podać NIP, bo inaczej winieta będzie obowiązywać dopiero za 18 dni – tak chronią indywidualnego użytkownika;-)

Kolejna ważna sprawa to opłaty autostradowe we Włoszech. Ich automaty na bramkach nie lubią naszych kart. Zen nie przeszedł, zwykły Santander też nie. Trzeba mieć te 20 Euro w banknocie przy sobie. Ułatwi to życie. Ceny paliw – obecnie to prawdziwe szaleństwo. W maju 2022 było to około 2,1 Euro za litr diesla przy autostradzie i 1,8 Euro poza nią.

Godzina wyjazdu aby dobrze dotrzeć? Ja preferuję wyjazd około 22:00 z Piotrkowa Trybunalskiego (kiedy jeździliśmy z Warszawy była to 21:00). Po 14 godzinach jazdy docieramy około południa na miejsce. W nocy w Czechach i Austrii mamy mały ruch ciężarowy co ułatwia podróż, dlatego właśnie wolę nocny wyjazd. Ponadto możliwość „zalogowania” się na kwaterę zazwyczaj zaczyna się o 15:00.

Parkowanie i wjazd do miasta

Przed ruszeniem w drogę trzeba sobie wybrać parking dla naszego wozu. Na kontynencie, w pobliżu grobli łączącej Wenecję z resztą Europy – jest sporo parkingów. Dla własnej wygody warto poszukać takiego który w pobliżu ma przystanek autobusowy, aby nie targać tobołów zbyt daleko. Cena za parking to około 10 Euro / doba. To taka przyzwoita wartość. Parkingów dobrze wybrać kilka, bo może nie być miejsc, ale dużo zależy od daty na którą się zdecydujecie (tak tylko podpowiem że nie radzę zwiedzać Wenecji w lipcu i sierpniu bo przeżywa wówczas oblężenie – idealny jest właśnie przełom kwietnia i maja lub dopiero wrzesień).

Mając zaopiekowane auto – wsiadamy w autobus i tutaj mamy małą pułapkę – kupno biletów. W Wenecji obowiązują jednoprzejazdowe bilety autobusowe po 1,5 Euro (tylko na autobusy), oraz bilety czasowe. Jeśli nie ma gdzie kupić biletu to jest mały klops, ale mądry turysta instaluje sobie appkę AVM Venezia, zakłada konto, podpina kartę i kupuje stosowny bilecik – w tym wypadku najlepiej od razu kilkudniową kartę miejską. Obowiązuje ona na autobusy i tramwaje wodne zwane tutaj vaporetto. Koszty karty? Trzydniowa to 40 Euro od osoby. Warto, bo najtańszy bilet na vaporetto to 7,5 Euro za 75 minut pływania. A jakoś trzeba na kwaterę dotrzeć. Podpowiedź – w aplikacji po wykonaniu logowania trzeba wybrać opcję Automotive+Navigation – pod nią skrywają się bilety kilkudniowe. Wybieramy oczekiwany, płacimy i gotowe. Bilet trzeba jeszcze aktywować. Robi się to w aplikacji po wejściu w nabyty bilet. Jeśli jednak nie zrobiliście tego w ten sposób – to trzeba poszukać automatu biletowego i tam przeklikać sobie „kartę miejską” – jej aktywacja odbywa się po pierwszym odbiciu na przystanku lub w autobusie i co BARDZO WAŻNE – jeżdżąc z tą kartą TRZEBA KAŻDORAZOWO ODBIĆ JĄ na kasowniku. Inaczej będzie opłata karna. Pamiętajcie. Z biletem w aplikacji tego problemu nie ma.

Autobusem docieramy do Piazzale Roma – to ostatnie miejsce na wyspie gdzie da się dotrzeć autem. Tam wysiadamy, rozglądamy się wokół – to już Wenecja;-) Teraz trzeba użyć np. google maps. Jeśli mieszkasz w niedużym mieście i nie korzystasz z komunikacji miejskiej – możesz nie wiedzieć że w tych mapach jest nawigacja z wykorzystaniem własnych nóg i komunikacji miejskiej. Wskazujesz dokąd chcesz dotrzeć, zaznaczasz autobusik i jazda – appka wyznacza trasę do przystanku i informuje w jaki numer pojazdu wsiąść. Trzeba tylko uważać aby trafić na właściwy, pływający przystanek. Przystanki mają osobne wejścia i wyjścia i zawsze wysiadający mają pierwszeństwo. Reszta jest już prosta – płyniemy do celu, wysiadamy, docieramy do miejsca gdzie zarezerwowaliśmy nocleg.

Ważna uwaga – bilet czasowy np. 3 dniowy jest na 3 pełne doby. Czyli aktywowany np. o 14:10 – jest aktywny do 14:09 trzy dni później. To ważne, bowiem zazwyczaj „wylogowanie” z noclegu następuje do godziny 10:00-11:00. Jeśli przyjechaliśmy przykładowo w sobotę ok. 12:00 do Wenecji, zaparkowaliśmy auto i kupiliśmy kartę na 3 dni, to aktywowaliśmy ją ok. powiedzmy 13:00 w autobusie. Zatem powrót do auta musimy zaplanować trzy dni później przed 13:00 – póki karta jest aktywna. Oczywiście zawsze można dokupić bilet, ale tak dla porządku o tym informuję żeby nie być zdziwionym.

Mieszkanie i jedzenie

Jakie lokum wynajęliście to nie moja sprawa;-) My w 2022 skorzystaliśmy z apartamentu o którym pisałem na początku. Zazwyczaj w takich przybytkach jest w pełni wyposażona kuchnia, ale trzeba starannie doczytać rezerwując. Bo nie przytargacie ze sobą stert jedzenia – chyba że chcecie płynąć objuczeni jak wielbłądy. Raczej będziecie mieć ze sobą to co niezbędne i z góry powiem że pakowanie się w wielką walizkę to idiotyzm – znacznie lepszy będzie wygodny plecak. Do bani są też małe walizki kabinowe – turkot kółek po weneckich chodnikach doprowadzi Was do szału i na każdym mostku trzeba ją podnosić. Nie warto zabierać nie wiadomo ile rzeczy ze sobą – w apartamencie na bank niemal będzie pralka. Więc zamiast 12 koszulek na 4 dni – lepiej zabrać dwie kapsułki z detergentem do prania i 4 koszulki. Kreacja na wypadek niespodziewanego rautu w ogrodzie u ambasadora nie będzie potrzebna;-)

Wracamy do jedzenia – w Wenecji wyspiarskiej sklepiki spożywcze nie rzucają się zbytnio w oczy. Trzeba użyć Google Maps i wpisać tam Sklep Spożywczy albo Coop – to taka lokalna sieć marketów. Tam można kupić produkty niezbędne do samodzielnego przygotowania posiłków – to wersja dla oszczędnych – śniadanie i kolacja samodzielnie, a obiadek na mieście. Jeśli kasa nie jest problemem – raczej zalecam kosztowanie bogactwa lokalnej kuchni. Dobrą pizzę można zjeść za ok. 6-12 Euro, obiad dla dwóch osób z winem to jakieś 40 Euro. Tutaj kilka podpowiedzi. Po pierwsze drożej jest we wszelkich knajpkach z dobrą lokalizacją – np. nad Grande Canale. Zatem szukamy lokali lekko na uboczu. Po drugie – łatwo określić poziom cenowy lokalu na podstawie ceny Aperola (nieraz piszą Spritz) – w tanich jest po ok. 3 Euro, w drogich po 6. Cena Aperola jest zazwyczaj wypisana wołami na tablicy przed knajpką. Po trzecie – praktycznie każda ma wystawione menu – można podejść i po prostu zobaczyć co i po ile;-) A po czwarte – Google Maps i opinie tam zawarte pomogą dokonać wyboru. Kiepskie lokale w Wenecji dawno temu padły w dobie recenzji dostępnych od ręki;-)

Trzeba jeszcze wiedzieć o kilku dodatkowych drobiazgach. Lokal który w nazwie ma Restaurant – zazwyczaj doliczy za obsługę, a jeśli gra w nim orkiestra, również i za nią zapłacicie. Z kolei jeśli to Trattoria, Pizzeria, albo Osteria – takowej opłaty nie będzie. Kolejna ważna sprawa – sjesta. Po godzinie 16:00 nie zjecie praktycznie niczego – wszystkie lokale się zamykają i ponownie otwierają dopiero ok. 18:30-19:00 z menu późnoobiadowo-kolacyjnym. Z kolei w godzinach ok. 12:00-15:00 jest największy ruch i standardem jest pytanie o to czy chcecie jeść czy tylko pić drinki. W tym drugim przypadku niektóre lokale mogą powiedzieć że nie ma wolnych miejsc, mimo że je widzicie – bo trzymają je dla tych co właśnie chcą jeść, a oni dadzą więcej zarobić na tym stoliku niż Wy – pijąc 1-2 drinki przez godzinę. To normalne i nie ma co się obrażać.

Co robić w Wenecji?

Co tylko zechcecie. Dam kilka wskazówek, ale serio mówię – trzeba chłonąć a nie zasuwać sprintem po galeriach i muzeach, no chyba że lubicie;-) Przede wszystkim odpocznijcie. Szczególnie jeśli cały rok tyracie jak małe robociki. Jechaliście naście godzin, najpierw proponuję dwie godziny drzemki. Potem wyjść na miasto jeśli oczywiście nie pada. Nieważne dokąd pójdziecie, spokojny spacer, głębokie oddychanie i wypatrzcie mały fajny lokal gdzie dają drinki i przekąski (chyba że jesteście głodni i jest późno to śmiało kolację). Podelektujcie się klimatem i spokojem. W Wenecji pędzą tylko turyści. Lokalni mieszkańcy się nigdzie nie spieszą. Następnego dnia wstańcie i idźcie do jakiejś małej śniadaniowni na kawę i croissanta, albo sandwicha na ciepło. Jest ich pełno. I dopiero wtedy jesteście gotowi;-)

Żelazne punkty to oczywiście plac świętego Marka, bazylika tego samego świętego, oraz pałac Dożów. I tak tam traficie z własnej woli. Nie trzeba wszystkiego zaliczyć na raz, bo w głowie powstanie niezły mętlik;-) Wenecja jest olśniewająca i prawdziwa, warto jeść ją po trochu, no chyba że w planach macie że to jedna, jedyna wizyta i nigdy więcej. To luz, ognia z eksploracją;-) W naszym przypadku plac zaliczyliśmy za pierwszą wizytą, pałac za czwartą, wieżę na placu za piątą, a w bazylice jeszcze nie byliśmy;-) Po prostu do wielu atrakcji są kolejki, nieraz bardzo długie. Dlatego też nie wszystko na raz, bo szkoda czasu na stanie w nich. No na sam plac kolejki nie ma;-) Podpowiem oczywiście kilka sposobów. Pałac Dożów to imponująca, w pełni oryginalna budowla. Nie jak pałace w Polsce ileś razy burzone, odbudowywane, przebudowywane, z wyposażeniem pościąganym skąd się dało. Ten jest oryginalny do szpiku. Warto go zobaczyć. Tyle że kolejka po bilety zazwyczaj ma set metrów. Co zatem? Instalujemy sobie appkę Tiqets i w niej kupujemy bilety do pałacu, ale uprzedzam – trzeba to zrobić z wyprzedzeniem najlepiej kilkudniowym. Szanse na to że w sezonie bilety będą na jutro – są marne. Mając bilety elektroniczne – stajemy w znacznie krótszej kolejce do wejścia. Ta sama appka obsługuje też wiele innych atrakcji i bilety do nich.

Nie wiem czy zawsze tak jest, ale w 2021 roku bilet do pałacu Dożów zawierał w cenie wstęp do Museo Correr. Jeśli też taki macie – zaplanujcie dobrze czas. Pałac pożre około 3-4 godzin, a muzeum to kolejne dwie. Trzeba sprawdzić o której się zamyka, aby nie stracić okazji. Jest bardzo interesujące i zawiera np. największą na świecie kolekcję rzymskich popiersi. Taki rzymski Instagram z marmuru. Patrzycie na twarze ludzi sprzed 2-3 tysięcy lat. Zostały po nich tylko te popiersia – trwalsze niż nasze cyfrowe fotki. W swoich czasach niemało kosztowały!

Wieża na placu to 10 Euro za osobę. Wjeżdża się windą i na górze można być do oporu. Czyli dopóki nie znudzi się widok, albo zimny wiatr nie wygoni. Osobiście polecam – widok Wenecji imponujący. Naprzeciwko placu jest wysepka z bazyliką San Giordini – tam też mają wieżę i za 8 Euro można wbić windą – fajna perspektywa na plac św. Marka i resztę miasta. Poza tym na wysepce nie ma za wiele atrakcji – żywopłotowy labirynt jest taki sobie i do tego nietani. Na obu wieżach radzę uważać na moment kiedy zaczną bić dzwony – potrafią w pierwszej chwili nieźle wystraszyć.

Dla miłośników owoców morza – targ rybny w okolicy najsłynniejszego mostu weneckiego – Rialto. Targ jest rano i można tam zobaczyć rozmaite morskie bestie, a potem je skonsumować w okolicznych knajpkach.

Dodam jeszcze Europejskie Centrum Kultury w Palazzo Mora. Wstęp za friko, więc cebula w kieszeni się cieszy;-) Wystawa zmienia się co kilka miesięcy, zazwyczaj to sztuka nowoczesna i użytkowa. I nawet jeśli krzywicie się na sam dźwięk „sztuka nowoczesna” to zalecam zaciśnięcie zębów i wbicie tam. Po pierwsze sam pałac jest bardzo interesujący, a po drugie możecie się nieźle zdziwić. Ja się tam po prostu zakochałem w sztuce nowoczesnej. Owszem, nie każde dzieło kładzie na kolana, ale naprawdę wiele jest bardzo niezwykłych i zaskakujących. Warto zdecydowanie.

Co dalej? Dalej jest woda;-) Można, a nawet trzeba popłynąć na Murano, tym bardziej że bileciki na vaporetto kosztowały ;-). To wyspa z hutami szkła, słynnymi na cały świat. W niektórych można załapać się na pokaz dmuchania wazoników, szklanek, czy wytwarzania koni ze szkła. Każda huta ma swój sklep, a w nim cuda po prostu. Ja wiem, w pamięci mamy starożytne rybki ze szkła, albo rżnięte kieliszki – popularne w naszych domach przed laty. To co potrafią weneccy mistrzowie – przechodzi pojęcie. To są autentycznie dzieła sztuki. Niektóre huty oczekują opłaty za zwiedzanie, ale są i takie darmowe – wystarczy się porozglądać wokół.

Na Murano można też znaleźć bardzo ciekawy cmentarz, a na nim nagrobki ze szkła, albo witrażowe. Całość jest bardzo cicha i spokojna, ładnie urządzona i zorganizowana. Są tam też kolumbaria – tablice potrafią zaskoczyć – niektóre urny mają grubo ponad 100 lat i ktoś ciągle dba o te miejsca.

Polecę też zjedzenie obiadu na tej wyspie – jest nieco taniej niż na głównej wyspie i można znaleźć fajne miejsca nad kanałem. Chłodek od wody przyjemnie wzmaga odpoczynek i apetyt.

Kolejne miejsce gdzie warto skoczyć to wyspa Burano – słynna z kolorowych domów. Tam naprawdę jest feeria barw która powoduje samoczynny uśmiech. To jest jeden z bardziej bajkowych widoków jakie widziałem. Dwie uwagi – tam się dość długo płynie – trzeba to uwzględnić w planach, oraz trzeba pamiętać o zabraniu cieplejszej bluzy – bo wracając wieczorem można zmarznąć na vaporetto.

Poza tym jest jeszcze mnóstwo fajnych miejsc, ale sądzę że jeśli ruszycie w tych kilka punktów które podpowiedziałem – nie rozczarujecie się, a sami przy okazji znajdziecie własne, ciekawe miejsca. No i jak wspomniałem wyżej – odpoczywać, cieszyć się dniem i światem.

Na koniec

Podpinam tutaj moją mapkę Wenecji. Zaznaczyłem na niej różne miejsca w których byłem i po każdym pobycie dodaję kolejne interesujące punkty. Skorzystajcie śmiało – link https://goo.gl/maps/MN1NXdsgbdw7RAMX7

Fotki w większości robiła Sylwia. A na przyszły rok w maju – już mamy rezerwację 😉

#wenecja #zwiedzaniewenecji #wenecja2022 #wenecjananogach #venice

2 thoughts on “Nasza Wenecja (po raz piąty)

  1. Ciekawe rady doświadczonego.
    Mnie Wenecja nie chwyciła za serce. Zwiedziłem, ale nie poczułem takiej więzi, aby powrócić tam.
    Może gdybym miał więcej czasu i $… Niestety „byt określa świadomość” i pewne punkty do eksploracji gdzieś zostały zadrami na duszy.
    Choć pewnie mój szlak były całkowicie odmienny od Waszego.

    1. Nas pożarła od razu;-) Wracamy prawie co roku od 2014. Lubimy atmosferę odpoczynku i luzu, może dlatego że cały rok pracujemy bardzo dużo i taki wyjazd daje fajne oderwanie. Pozdrawiamy

Skomentuj ZIWK Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.